|
|
|
|
|
|||||
|
|
|
|
|
|
||||
|
|
|
|
|
|||||
|
Majówka 2005: 30.04 - 07.05Historia spisana przez nieocenioną załogantkę Iwonę, bogato ilustrowana zdjęciami autorstwa osób przeróżnych ;-)
Po około 18 godzinach podróży autokarem wypłynęliśmy z Kaszteli w sobotę po południu; pięknie wiało do późnej nocy, nad ranem ucichło i trzeba było już dopłynąć do Dubrownika na silniku; nieliczni tylko wytrwali tę noc bez choroby morskiej - a mnie dopadła pierwsza.
Dubrownik wg mnie przesiąknięty jest już niestety komercją, chociaż nie można odmówić uroku wyszlifowanemu kamiennemu deptakowi, murom obronnym czy też słynnej fontannie życzeń. następnego dnia zaczęliśmy płynąć z powrotem. Przestrzenie wody i nieba, skaliste i górzyste brzegi lądu, wysp i półwyspów, nieliczne jeszcze o tej porze mijane po drodze jachty i promy. Słońce opala - wiatru właściwie brak przez kolejne 4 dni, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadza, a przynajmniejnikt tego zbytnio nie okazuje. ;) Zawijamy do kolejnych przystani: małe miasteczko zagubione gdzieś na Adriatyku - kilkadziesiąt domów, hodowla ośmiorniczek w porcie, woda czysta i przejrzysta do samego dna. Kąpiel w niej orzeźwiła nas przed wieczornym koncertem jazzowym w murowanej przybrzeżnej altanie lokalnej knajpki. Oprócz tego urokliwa Korczula, przytulny Stary Grad...
Wreszcie powiało! Tego właśnie nam bylo trzeba. Bavaria 44 prowadzi się dość lekko jak na swoje 14,5m, a jej dwa koła sterowe pozwalają na wygodne manewry bez względu na kąt przychyłu. Przy większym wietrze trzeba zwijać żagle bo ster wyrywa się z rąk. Zabawa jest przednia!
Pomimo tego, że wiekszość załogi trafiła na łódkę "z przypadku" nie zanotowano żadnych zgrzytów chociaż każdy robił to, na co miał akurat ochotę. :) Zdjęcia pokazują jedynie fragmenty krajobrazu, architektury i przyrody, ale być tam - to zupełnie coś innego - wiadomo....
Pamiątki? - jeden wygładzony przez przybrzeżne fale kamyczek z dzikiej zatoczki, w której zatrzymaliśmy się na chwilę żeby nasycić się upałem i ciszą. I mnóstwo wspomnień i zdjęć. I opalenizna. :) I muzyka Davida Sylviana - porywająca i mroczna.
Ale na koniec jest też zaduma. Być może stąd, że wszystko się kiedyś kończy. Być może stąd, że trzeba było rozstac się nie tylko z Chorwacją, ale również z towarzyszami podróży, których pomimo tego, że tak krótko się znamy - dało się polubić. :) Być może jeszcze z kilku innych powodów, o których chciałby się nie myśleć, a które przychodzą nieproszone...
tel. (0695) 64 75 14 Ostatnia aktualizacja: 24.10.2006, 07:55 |